wtorek, 1 kwietnia 2014

IV

cz 2.

W pewnym momencie Harry zatrzymał samochód. Zjechał na pobocze i poszedł do jakiegoś sklepu. Po chwili wrócił, przewiązał mi oczy przepaską i odjechaliśmy. 
Dużo czasu zajęła nam podróż, niestety Harry wcale nie próbował umilić mi podróży. Nic nie mówił, nie pytał, no po prostu nic. Trochę zasmucił mnie ten fakt, ale uznałam, że możie rozmowy ze mną zostawił sobie na później.
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, oczywiście nie wiedziałam gdzie jesteśmy, Harry otworzył mi drzwi samochodu i szliśmy chwilę chodnikiem. Otworzył drzwi i weszliśmy do środka, chyba do jakiegoś budynku, bo zrobiło się trochę cieplej. Wciąż prowadził  mnie za rękę, szliśmy po schodach w górę. Po chwili wziął mnie na ręce, pocałował w czoło i niósł. Schody zdawały się nie mieć końca.
Gdy w końcu postawił mnie na ziemię moim oczom ukazał się niesamowity, ale i zarazem bardzo niebezpieczny widok. Harry wniósł mnie na dach dwudziestopiętrowego budynku! Na środku stał stolik ze świecami i kolacją. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda. Przy stoliku stał jakiś mężczyzna ubrany we frak,
w ręku miał tacę i menu. Popatrzyłam na Harrego, a on ruchem ręki wskazał jedno z dwóch krzeseł. Podeszłam do stolika, a Harry odsunął mi siedzenie później je zasuwając, sam usiadł na przeciw mnie
 i uśmiechnął się do mnie.
- Przynieś nam coś dobrego do jedzenia. - powiedział do kelnera, a on poszedł po schodach w dół. - Tylko niech pan nie zapomni o czymś! - krzyknął za nim.
- Ale Harry, nie musiało być tak... tak... - powiedziałam.
- No jak?
-Tak... idealnie
Harry znów nic nie powiedział tylko się uśmiechnął.
Po chwili pojawił się kelner. Postawił przede mną talerz z kilkoma różnymi sałatkami i jakąś rybą w sosie, wszystko wyglądał tak pięknie, że szkoda było to jeść. Harry dostał to samo, tylko moja ryba miała na sobie niedbale nałożony sos, a jego ułożony na kształt serca. Chłopak spojrzał na niego srogo, wstał wymienił nasze talerze i wskazał ręką schody, a kelner bez słowa wyszedł.
- Tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał!
Harry nic nie mówiąc zabrał się do jedzenie, a mi nie pozostało nic, tylko zrobić to samo. Wszystko smakowało jeszcze lepiej niż wyglądało.

<włącz!>


Jedliśmy w milczeniu, w pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Harry lekko się uśmiechnął i powiedział:
- Czy pamiętasz jak to było, gdy byliśmy sam na sam?
- Bicie serca mi mówiło, że dla siebie ciebie mam. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. 
- Ty tuliłaś mnie w ramionach...
- A ty całowałeś usta me.
- Wtedy wreszcie zrozumiałem, że, ... 
- Na prawdę kocham cię - powiedzieliśmy chórem.
Harry wstał, uśmiechnął się i mnie pocałował, wziął moją dłoń w swoje i pociągnął do siebie. Staliśmy tak wtuleni w siebie, bez słowa. Pocałował mnie w czoło i powiedział:
- Jak wyznania wstydliwe, jak wyznania szalone, powtarzam w ustach twoich niezliczone, od uśmiechu w kącikach do smaku języka. -przerwałam mu i go pocałowałam, oderwał się i dokończył - usta twe mnie całują i cały świat znika.
Po jego monologu nasze usta znów się spotkały i połączyły w namiętnym i długim pocałunku.
- No moze teraz chodz skonczyc jesc. - poeiedzial i oboje wybuchnelismy smiechem. Usiadlam do stolu i zabralam sie za swoj talerz. W pewnym momenciepoczulam cos twardego w rybie, ktora jadlam. Wyjelam to z buzi. Byl to.... pierscionek. Spojrzalam pytajaca na Harrego, a on wstal i podszedl do mnie. Wzial pierscionek z mojej dloni, wytarl go o swoja koszule i kleknal. Moj Harry kleczal teraz przede mna. 
- Wiem, ze znamy sie niesamowicie krotko, ale nie pptrafie zyc bez ciebie. Chce spedzic reszte swojego zycia u twego boku, ale czy ty chcesz? Wyjdziesz za mnie? 
- Tak!
Harry nalozyl mi pierscionek na palca, pocalowal moje dlonie, najpierw jedna, potem druga i wstal. Przytulil sie do mnie i nie chcial mnie poscic. W koncu sama oderwalam sie od niego. To co zobaczylam bylo czyms wrecz nierealnym. Harry... Harry plakal. Gdy tylko zobaczyl zdumienie na mojej twarzy lekko sie usmiechnal i powiedzial:
- To ze szczescia... Eleno nie wyobrazasz sobie jak bardzo jestem szczesliwy. 
Otarlam lzy z jego policzkow i przytulilam go. 
Sama poplakalam sie ze szczescia. Nie moglam uwierzyc, ze mam narzeczonego. Ciekawa jestem tylko co na to Zayn i moj tata...
- Nie martw sie, wszystko bedzie dobrze. 
Pocalowal mnie w policzek, pstryknal palcami i na dach weszlo kilku mezczyzn, w garniturach i z instrumentami w dloniach, zaczeli grac jakas wolna melodie i Harry poprosil mnie do tanca. 
Po chwili Harry nadepnal na moja sukienke, ja sie tylko zasmialam i odsunelam sie do tylu. Jako ze Harry nadal mial stope na mojej sukni zaczelam upadac do tylu. Chlopak blyskawicznie zareagowal. Zdjal noge z mojej sukni i przechylil sie nade mna. Zrobil to z takim rozmachem, ze zachwial sie i spadl z dachu dwudziesto pietrowego budynku.





























czwartek, 27 marca 2014

III.

*dwa miesiące później*

Nie uwierzycie, ale ja, Elena jestem z Harrym. Póki co układa mi się z nim bardzo dobrze. Nie kłocimy się.
Przez związek z Harrym zbytnio nie mogę nadrobić moich zaległości w kontaktach z Zaynem, ale staram się jak tylko mogę.
Zaprzyjaźniłam się też z chłopakami z zespołu. Znaleźliśmy wiele wspólnych tematów. Nie wierzę, że kiedyś ich nienawidziłam i nazywałam 'pedałami'.
Wczoraj nieźle zabalowaliśmy, wgl nie pamiętam co robiliśmy, wiem tylko, że Perrie, Danielle, Eleanor, Sophia, Taylor, Diana, Bonnie i kilka moich znajomych pojechały do domów, a ja poszłam spać. Chłopaki natomiast nadal siedzieli na dole i się bawili. Gdy obudziłam się jakieś 10 min temu jego nie było obok. Wstałam, założyłam szlafrok i podeszłam do okna. To co za nim zobaczyłam było czymś nie do opisania. Harry biegał nago po ulicy!





*dzień później*
Dziś mija miesiąc od kąd jestem z Harrym. Przy śniadaniu poinformował mnie, że o 20 wychodzimy na kolację niespodziankę, a teraz wychodzi z domu i zobaczę go dopiero przed kolacją.
O 17 wyszłam z domu i udałam się do Danielle, dziewczyny Liama. Bardzo ją polubiłam. Danielle miała pomóc przyszykować się na kolację. o 19:30 byłam już gotowa. Dan odwiozła mnie do domu, a mi pozostało tylko czekać samej na Harrego. Dwie minuty przed dwudziestą usłyszałam, że samochód Harrego wjechał na podjazd. W tym samym momencie mój telefon dał mi znak, że otrzymałam wiadomość SMS, była ona od Harrego, że czeka przed domem. Wyszłam przed drzwi i go zobaczyłam.  Stał za samochodem i poprawiał garnitur.


Gdy tylko mnie zobaczył na jego twarzy pojawił się uśmiech. Podszedł do mnie, dał mi kwiatka, a ja zeszłam po schodach.







Przywitaliśmy się pocałunkiem, wsiedliśmy do samochodu i Harry ruszył.

ciąg dalszy nastąpi...


___________________________________________________________________
niestety, internet mi nawalił i skasowała się większa część tego co napisałam, dodam ciąg dalszy w najbliższym czasie...



niedziela, 23 marca 2014

II.

- Proszę zapiąć pasy bezpieczeństwa. Za chwilę samolot rozpocznie lądowanie. - usłyszałam stewardessę. 
Wszyscy pasażerowie grzecznie wypełnili jej polecenie. Po około dwóch minutach poczułam, że samolot się zniża, a po chwili już delikatnie jechał po pasie dla niego wytyczonym. Zbieram swoje rzeczy, ubieram bluzę i kieruję się do wyjścia z samolotu. Czekam jeszcze tylko na mój bagaż i idę szukać Harrego. 
Z trudem znalazłam go w tym tłumie ludzi. Złapał mnie za rękę, pod pretekstem niechęci zgubienia mnie pośród tylu ludzi. Z chęcią podałam mu dłoń, choć próbowałam udać, że robię to niechętnie. Skierowaliśmy się w stronę kawiarenki. Usiedliśmy przy stoliku, Harry zamówił dla siebie kawę, ja tylko wodę. Siedzieliśmy w ciszy, od czasu do czasu spoglądając na siebie. Po chwili milczenie przerwał Harry:
- Jak minęła ci podróż? - zapytał.
- Całkiem w porządku, tylko się trochę nudziłam. -odparłam.
Do stolika podeszła kelnerka i podała nam nasze zamówienie. Po chwili pojawił się jakiś blondyn, usiadł koło mnie i grzecznie się przywitał: 
- Hej. - powiedział. - Jestem Niall.
- Ja Elena. - odparłam. - Miło mi cię poznać. Gdzie Zayn?
- Zaraz powinien się pojawić. - powiedział kolejny nieznajomy, który usiadł obok Nialla. - Jestem Liam. 
- Ohh... Miło mi cię poznać, ja jestem... 
- Elena. - powiedział chłopak w koszulce w paski, który niespodziewanie pojawił się obok naszego stolika. - Ja jestem Louis. 
Harry kończył dopijać swoją kawę, gdy nagle pojawił się Zayn. Bez chwili namysłu rzuciłam mu się na szyję.


Nie wiedziałam czy jestem gotowa spojrzeć mu w oczy. Bałam się, bo tyle lat go nienawidziłam. Wyrwał się z moich objęć i powiedział:
- Dzień dobry. 
Nic nie odpowiedziałam, przytuliłam się jeszcze raz, na chwilę
po czym spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się.




Potem usiedliśmy jeszcze, wszyscy razem i rozmawialiśmy. Po około 15 min zebraliśmy się i wyszliśmy na zewnątrz. Zayn zapalił papierosa, a ja z resztą wsiedliśmy do auta Nialla. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Wysiadłam z Auta, spojrzałam na budynek, który znajdował się przede mną. Piękna willa, z basenem. Zawsze marzyłam, żeby w takiej zamieszkać. Chłopaki wyjęli bagaż mój i Harrego z bagażnika, po czym ruszyli w stronę drzwi wejściowych. Powoli podążałam za nimi i rozmyślałam, nie wierzę, że tu jestem, nie wierzę, że moje marzenia się spełniają, i że jestem w Londynie, i że po raz pierwszy, do kilkunastu lat uśmiechnęłam się do brata. 
Gdy byliśmy już w salonie, Harry spojrzał na mnie i ruchem oczu wskazał korytarz. Wyszłam za nim i poszliśmy na górę. Udałam się za Harrym do jednego z wielu pokoi. Weszliśmy do środka. Zobaczyłam tam ogromny pokój, z łazienką, wielką szafą i równie wielkie łóżko. W roku stało biurko, a na nim laptop. W szafie wisiały nowiutkie markowe ubrania. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Spojrzałam na Harrego, a on tylko się uśmiechnął. 
- Czy... - zapytałam. - Czy to będzie mój pokój? 
- Tak. - odpowiedział, a ja promiennie się uśmiechnęłam. 
Usiadłam na łóżku i nadal podziwiałam pokój. Po chwili obok mnie usiadł Harry. Siedzieliśmy kilka minut bez słowa. W pewnym momencie chłopak podsunął się do mnie bliżej, potem jeszcze bliżej. Nie wiedziałam co mam zrobić, bo Harry właśnie zamierzał mnie pocałować. Usłyszałam dźwięk silnika przed domem. Uciekłam z objęć Harrego, do okna. Wyjrzałam przez nie i zobaczyłam ulicę.
- Ooo... - powiedziałam z zakłopotaniem. - Zayn przyjechał. 

poniedziałek, 17 marca 2014

I.

Są tacy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kochali,  zawiedli się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, nikomu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. 


Są takie dni, kiedy mamy po prostu dość... Nie możemy nic dobrego zrobić dla innych... Ja mam takie dni siedem razy w tygodniu. Mam dość życia z ludźmi, których nienawidzę. Mam dość życia pośród kłamliwych ludzi, życia w ciągłym kłamstwie. Po prostu mam dość życia. 
Tak jak co dzień wstałam rano. Ubrałam się. Zjadłam śniadanie. Wyszłam ze szkoły. Jednak ten dzień był inny niż pozostałe. Wydawało mi się, że dziś będzie lepiej, ponieważ był koniec roku szkolnego. Wreszcie kończyłam szkołę. A teraz...? Teraz stoję na scenie. Przed całą szkołą. Wygłaszam przemówienie, a właściwie już je wygłosiłam, tylko teraz czekam, aż w końcu ktoś uciszy tłum, bym mogła wypowiedzieć ostatnie zdanie. Uf... Pani od, od... ? Nie znam tej nauczycielki. Kobieta uciszyła publiczność, a ja zakończyłam mowę pożegnalną. Jeszcze tylko muszę przetrwać przyjęcie pożegnalne. Wszyscy uczniowie opuszczają salę i kierują się do swoich klas. Idę powoli za tłumem. Wchodzę do sali od geografii. Wszyscy moi 'koledzy i koleżanki' z klasy już się tu zebrali. Są i rodzice. Oczywiście mojego taty nie ma... Zgaduję, że pewnie teraz siedzi przed laptopem i pracuje nad jakimś projektem. Nigdy jakoś specjalnie go nie obchodziłam. Może kiedyś, gdy jeszcze żyła moja mama, może wtedy choć trochę się mną interesował, a teraz? Teraz liczy się  tylko mój starszy brat - Zayn. Mój głupi braciszek jest bardzo popularny, należy do One Direction, nie cierpie tego zespołu, ich muzyki i członków bandu. Nie wiem czemu, tak po prostu. Wiem jedno, na pewno zazdroszczę mojemu bratu. Ma narzeczoną, kupe kasy, prawdziwych przyjaciół i miliarda osób, które uważają go za ideał, za wzór do naśladowania. Tego jestem pewna, on ma wszystko, a ja nawet nie mam osoby, z którą mogłabym porozmawiać. On wyjechał, mama umarła, ojciec zajął się pracą,
a ja? Ja zostałam sama, sama jak palec. 
Każdy po­winien mieć ko­goś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiado­mo jak dziel­ny, cza­sami czu­je się bar­dzo samotny.
Kiedy wróciłam już do domu ojca nie było. Zjadłam kolację przygotowaną przez panią Milenę, naszą gosposię. Poszłam na górę, do swojej sypialni i położyłam się na łóżku. Zaczęłam rozmyślać o tym, co by było, gdybym miała przyjaciół? Mame, tate i brata przy sobie? Wtedy miałabym po co żyć, a przede wszystkim dla kogo utrzymywać się przy życiu. A tak? Po co mam żyć? Nagle w moich rozmyślaniach przeszkodził mi czyjś krzyk.
-Elena? 
To mój ojciec, pewnie wrócił do domu. A teraz czegoś chce... Udam, że nie słyszę. Po chwili znów mnie woła. Niechętnie kieruję się do drzwi, schodów, na dół. 'U stóp' schodów stał mój tata, a obok niego walizki. To oznaczało najgorsze. Zayn przyjechał. Stałam tak chwilę, bez słowa. Po chwili za moim tatą pojawił się jakiś chłopak. To nie był mój brat. Szedł i w pewnym momencie skierował twarz w moją stronę, a po chwili zatrzymał się i stanął obok mojego taty. 


Nie miałam zielonego pojęcia kto to jest. Jedno wiedziałam, spodobał mi się. Posłałam mu delikatny uśmiech. On go odwzajemnił. 
- A więc nie znacie się? - zapytał mój tata. 
- Nie. - opowiedział brunet. - Pierwszy raz widzę pańską córkę. 
- Więc... Elena to jest Harry, Harry to jest Elena. 
- Nie, tylko nie to! Kolejny członek pedalskiego zespołu pod jednym dachem ze mną? Co to, to nie. 
- Elena! - krzyknął mój tata. - Uważaj na słowa!
- Nie obchodzi mnie co mówię. Tato, przecież wiesz, że ich nienawidzę. - powiedziałam i uciekłam do swojej sypialni. 
- Jeszcze nie skończyłem! - krzyknął za mną mój tata. 
Zamknęłam się w swojej sypialni. Włączyłam piosenkę, podgłośniłam na maksa mojego laptopa i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Zignorowałam to. Po chwili znowu i po raz kolejny zero reakcji z mojej strony. Drzwi otworzyły się i pojawił się w nich Harry. 
- Wyjdź! - krzyknęłam, ale chłopak zignorował moje polecenie. Podszedł do biurka, wyłączył muzykę i usiadł obok mnie na łóżku. 
- Słuchaj... - powiedział. - Wiem, że mnie nie znasz i nie lubisz, ale proszę, wysłuchaj mnie. Wiem, że jest ci ciężko... 
- Nic nie wiesz. - przerwałam mu.
- A właśnie, że wiem. Myślisz, że twojemu bratu jest dobrze? Otóż nie, postaw się w jego sytuacji, wyjeżdża na tyle czasu, jest z dala od rodziny. Wiem, że Ci ciężko, a zwłaszcza po śmierci mamy... Ale nie o tym chciałem z tobą porozmawiać. 
- Więc o czym? - powiedziałam ze łzami w oczach, poruszył temat o mojej mamie i wszystkie złości i smutki skropliły się w moich oczach i na policzkach. 
- O tym, że Zayn i twój tata cię kochają i chcą dla ciebie jak najlepiej, ale ty tego nie zauważasz. Jest ci źle, wiem... wiemy.
Dlatego postanowiliśmy, że zabierzemy cię do siebie, do Londynu, będziesz pracować jako nasza stylistka i jeździć z nami po świecie. Będziesz ze swoim bratem  i może w końcu znajdziesz prawdziwych przyjaciół i się zmienisz...
Przerwałam mu, przytuliłam go, a on, pomimo tego, że wcześniej powiedziałam o nim coś złego, czego ma już dość i słyszy to codziennie, pozwolił mi wypłakać się w swoje ramię. Właśnie wtedy poczułam, że będę potrafiła dogadać się z nim. Postanowiłam, że wyjadę z nimi i spróbuję zmienić środowisko, znajomych, a raczej postaram się mieć znajomych i przede wszystkim postaram się zaakceptować mojego brata.