W pewnym momencie Harry zatrzymał samochód. Zjechał na pobocze i poszedł do jakiegoś sklepu. Po chwili wrócił, przewiązał mi oczy przepaską i odjechaliśmy.
Dużo czasu zajęła nam podróż, niestety Harry wcale nie próbował umilić mi podróży. Nic nie mówił, nie pytał, no po prostu nic. Trochę zasmucił mnie ten fakt, ale uznałam, że możie rozmowy ze mną zostawił sobie na później.
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, oczywiście nie wiedziałam gdzie jesteśmy, Harry otworzył mi drzwi samochodu i szliśmy chwilę chodnikiem. Otworzył drzwi i weszliśmy do środka, chyba do jakiegoś budynku, bo zrobiło się trochę cieplej. Wciąż prowadził mnie za rękę, szliśmy po schodach w górę. Po chwili wziął mnie na ręce, pocałował w czoło i niósł. Schody zdawały się nie mieć końca.
Gdy w końcu postawił mnie na ziemię moim oczom ukazał się niesamowity, ale i zarazem bardzo niebezpieczny widok. Harry wniósł mnie na dach dwudziestopiętrowego budynku! Na środku stał stolik ze świecami i kolacją. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda. Przy stoliku stał jakiś mężczyzna ubrany we frak,
w ręku miał tacę i menu. Popatrzyłam na Harrego, a on ruchem ręki wskazał jedno z dwóch krzeseł. Podeszłam do stolika, a Harry odsunął mi siedzenie później je zasuwając, sam usiadł na przeciw mnie
i uśmiechnął się do mnie.
- Przynieś nam coś dobrego do jedzenia. - powiedział do kelnera, a on poszedł po schodach w dół. - Tylko niech pan nie zapomni o czymś! - krzyknął za nim.
- Ale Harry, nie musiało być tak... tak... - powiedziałam.
- No jak?
-Tak... idealnie
Harry znów nic nie powiedział tylko się uśmiechnął.
Po chwili pojawił się kelner. Postawił przede mną talerz z kilkoma różnymi sałatkami i jakąś rybą w sosie, wszystko wyglądał tak pięknie, że szkoda było to jeść. Harry dostał to samo, tylko moja ryba miała na sobie niedbale nałożony sos, a jego ułożony na kształt serca. Chłopak spojrzał na niego srogo, wstał wymienił nasze talerze i wskazał ręką schody, a kelner bez słowa wyszedł.
- Tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał!
Harry nic nie mówiąc zabrał się do jedzenie, a mi nie pozostało nic, tylko zrobić to samo. Wszystko smakowało jeszcze lepiej niż wyglądało.
<włącz!>
Jedliśmy w milczeniu, w pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Harry lekko się uśmiechnął i powiedział:
Gdy w końcu dojechaliśmy na miejsce, oczywiście nie wiedziałam gdzie jesteśmy, Harry otworzył mi drzwi samochodu i szliśmy chwilę chodnikiem. Otworzył drzwi i weszliśmy do środka, chyba do jakiegoś budynku, bo zrobiło się trochę cieplej. Wciąż prowadził mnie za rękę, szliśmy po schodach w górę. Po chwili wziął mnie na ręce, pocałował w czoło i niósł. Schody zdawały się nie mieć końca.
Gdy w końcu postawił mnie na ziemię moim oczom ukazał się niesamowity, ale i zarazem bardzo niebezpieczny widok. Harry wniósł mnie na dach dwudziestopiętrowego budynku! Na środku stał stolik ze świecami i kolacją. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda. Przy stoliku stał jakiś mężczyzna ubrany we frak,
w ręku miał tacę i menu. Popatrzyłam na Harrego, a on ruchem ręki wskazał jedno z dwóch krzeseł. Podeszłam do stolika, a Harry odsunął mi siedzenie później je zasuwając, sam usiadł na przeciw mnie
i uśmiechnął się do mnie.
- Przynieś nam coś dobrego do jedzenia. - powiedział do kelnera, a on poszedł po schodach w dół. - Tylko niech pan nie zapomni o czymś! - krzyknął za nim.
- Ale Harry, nie musiało być tak... tak... - powiedziałam.
- No jak?
-Tak... idealnie
Harry znów nic nie powiedział tylko się uśmiechnął.
Po chwili pojawił się kelner. Postawił przede mną talerz z kilkoma różnymi sałatkami i jakąś rybą w sosie, wszystko wyglądał tak pięknie, że szkoda było to jeść. Harry dostał to samo, tylko moja ryba miała na sobie niedbale nałożony sos, a jego ułożony na kształt serca. Chłopak spojrzał na niego srogo, wstał wymienił nasze talerze i wskazał ręką schody, a kelner bez słowa wyszedł.
- Tylko, żeby nikt nam nie przeszkadzał!
Harry nic nie mówiąc zabrał się do jedzenie, a mi nie pozostało nic, tylko zrobić to samo. Wszystko smakowało jeszcze lepiej niż wyglądało.
<włącz!>
Jedliśmy w milczeniu, w pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. Harry lekko się uśmiechnął i powiedział:
- Czy pamiętasz jak to było, gdy byliśmy sam na sam?
- Bicie serca mi mówiło, że dla siebie ciebie mam. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Ty tuliłaś mnie w ramionach...
- A ty całowałeś usta me.
- Wtedy wreszcie zrozumiałem, że, ...
- Na prawdę kocham cię - powiedzieliśmy chórem.
Harry wstał, uśmiechnął się i mnie pocałował, wziął moją dłoń w swoje i pociągnął do siebie. Staliśmy tak wtuleni w siebie, bez słowa. Pocałował mnie w czoło i powiedział:
- Jak wyznania wstydliwe, jak wyznania szalone, powtarzam w ustach twoich niezliczone, od uśmiechu w kącikach do smaku języka. -przerwałam mu i go pocałowałam, oderwał się i dokończył - usta twe mnie całują i cały świat znika.
Po jego monologu nasze usta znów się spotkały i połączyły w namiętnym i długim pocałunku.
- No moze teraz chodz skonczyc jesc. - poeiedzial i oboje wybuchnelismy smiechem. Usiadlam do stolu i zabralam sie za swoj talerz. W pewnym momenciepoczulam cos twardego w rybie, ktora jadlam. Wyjelam to z buzi. Byl to.... pierscionek. Spojrzalam pytajaca na Harrego, a on wstal i podszedl do mnie. Wzial pierscionek z mojej dloni, wytarl go o swoja koszule i kleknal. Moj Harry kleczal teraz przede mna.
- Wiem, ze znamy sie niesamowicie krotko, ale nie pptrafie zyc bez ciebie. Chce spedzic reszte swojego zycia u twego boku, ale czy ty chcesz? Wyjdziesz za mnie?
- Tak!
Harry nalozyl mi pierscionek na palca, pocalowal moje dlonie, najpierw jedna, potem druga i wstal. Przytulil sie do mnie i nie chcial mnie poscic. W koncu sama oderwalam sie od niego. To co zobaczylam bylo czyms wrecz nierealnym. Harry... Harry plakal. Gdy tylko zobaczyl zdumienie na mojej twarzy lekko sie usmiechnal i powiedzial:
- To ze szczescia... Eleno nie wyobrazasz sobie jak bardzo jestem szczesliwy.
Otarlam lzy z jego policzkow i przytulilam go.
Sama poplakalam sie ze szczescia. Nie moglam uwierzyc, ze mam narzeczonego. Ciekawa jestem tylko co na to Zayn i moj tata...
- Nie martw sie, wszystko bedzie dobrze.
Pocalowal mnie w policzek, pstryknal palcami i na dach weszlo kilku mezczyzn, w garniturach i z instrumentami w dloniach, zaczeli grac jakas wolna melodie i Harry poprosil mnie do tanca.
Po chwili Harry nadepnal na moja sukienke, ja sie tylko zasmialam i odsunelam sie do tylu. Jako ze Harry nadal mial stope na mojej sukni zaczelam upadac do tylu. Chlopak blyskawicznie zareagowal. Zdjal noge z mojej sukni i przechylil sie nade mna. Zrobil to z takim rozmachem, ze zachwial sie i spadl z dachu dwudziesto pietrowego budynku.
O Jezuuu... Myślałam, że on...ją...uratuje, a tu takie nie szczęście? A mało byc tak pieknie... no cóż. Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do mnie : http://hope-dies-last-ever.blogspot.com/ Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńSuper, dobry blog i czekam na next :)
OdpowiedzUsuń